Twoja wyszukiwarka

sobota, 28 sierpnia 2010

Co na kempie?

5,
korzystając ze sprzyjającej pogody, w reszcie ogarniętego kompa i póki co, ciągłym dostarczaniem prądu do mojej miejscówki, chciałabym zamieścić tu kilka moich skromnych zdań na temat tego, co działo się minionego tygodnia w Hardec KraLOVE.
Faktycznie końcówka w nazwie tej mieściny zawiera w sobie trochę racji i w tej krótkiej relacji nawet nie będę musiała uwypuklać dobrych stron, aby Ci, których ominęło to wydarzenie mogli wyobrazić sobie ten raj na ziemi.



Warm-up:
Wyczerpani, po zbyt długiej podróży z moherami (taki nasz kempobusik), zastaliśmy lekki chaos przy wejściu, jednak wyczajeni ludzie ze zdolny śląsk reprezentant wytłumaczyli co i jak. Później było już tylko lepiej. Jesteśmy na polu: "Hellouu". Hm? My się znamy? AAAch tak! Wzrok powędrował ponad sympatycznego człowieka i zatrzymał się na kartonowej tabliczce z napisem: WEED. 

Ze znalezieniem miejsca na rozbicie namiotu raczej w środę problemu nie było. Tak więc manaty zostały na polu i poszło się wydać pierwsze 200 Kc.  Co mnie potem zaskoczyło? Make some noise!  No i to był ten moment. Pier-do-lo-nyHAAAAAAAŁAAAS ! To był pierwszy krok do zakochania w tym miejscu. Nawet stłuczone śmierdzące piwo w plecaku było okej! Koncerty były, aczkolwiek dla niektórych tak zakończył się dzień pierwszy. Pod namiotem. A tak właściwie obok.


Czwartek:
Właściwy dzień pierwszy intergalaktycznego festiwalu z mega atmosferą rozpoczął się... no dobrze w sumie. Gdyby prysznic nie zżarł mi żetonu... Ale mniejsza. Dziewczyny z Polski i nawet jedna Niemka użyczyła trochę wody. Dziękówa!

Pierwsza wizyta w mieście, jakieś małe zakupy i co? Jakieś oberwanie chmury! Krótkotrwałe i szybko się rozpogodziło, bo nie mogło być inaczej.

16.00 - bitwa o kemping. Całe szczęście, że było nagłośnienie, bo było spore zainteresowanie i ful ludzi się tam dotłoczyło.  Fristajlowało kilka znanych ksywek, ale część pierwszy raz na oczy słyszałam (wtf? ;o). No i w tej części "mniej znanej" znajdował się nieodkryty talent-zwycięzca Edzio - 15 latek, który nieźle tam wszystkim robił. Hahaha, naprawdę nie wiem skąd on się wziął. Mam nadzieję, że popkiller udostępni części bitew na yt. 


Bitwa o kemping!
Od lewej: Głowa (prowadzący), Edziu i Tłusty


Po bitwie, większość ludzi z naszego pięknego kraju pędziło na koncert Ostrego z ŁDZ Orkiestrą.  I tam kolejna rzecz: w oczekiwaniu na obmacanie przez ochronę przed wejściem na live stage, gdzie stali chyba sami Polacy, okrzyki typu: "Gdzie jest krzyż?" albo "Kurwa mać, ile można stać!" stały się kultowe po jednym takim evencie. Pocieszne Polaczki!

Koncert Ostrego wypadł dobrze, raczej jak zwykle, chociaż wcześniej byłam chyba tylko na jednym jego koncercie. Ale zaskoczył swoim gościem! Na scenie pojawił się Joe Kickass, z którym Adam podobno ma coś w planach wypuszczać. Zobaczymy ;)

Sage Francis, bardzo specyficzny typ. To on grał bez DJa? 

Niestety na duecie Freeway & Jake One, których płytkę dość dobrze przesłuchałam przed wyjazdem, nie udało mi się być w całości (przede wszystkim na "Throw Your Hands Up"!)  ale z daleka też dobry widok był! I słychać było też wyraźnie, więc można odhaczyć.


Może i mam dziury w bani, ale nie pamiętam koncertu Roots Manuvy (;o). Gdzie ja wtedy byłam? Być może już w którymś z zakotlonych zielonym dymem hangarów w przesympatycznym reggae station. 

Acha, acha, acha! 3oda dawała grubo po północy rozgrzewkę koncertową na parkingu dla około 20 osób. Sympatyyycznie! Metrowy się zawieruszył, ale go odnaleźli. Majkel ogólnie miał wyjebke (pozytywną oczywiście) i przez całego kempa można go było spotykać gdzieś na polu. Takie akcje są w opór spoko, zwłaszcza że byłam tam od początku do końca! Yhyhyhy!

Piątek:
Rano (według line-up'u 13:30) na scenę wszedł Diox z Hadesem. Koncert średni, ale płytę mieć warto. Lubię niektóre kawałki, ale ogólnie wizerunek po koncercie stworzyli nieciekawy. To już wiedzą ci, którzy ich mijali na chodniku.


Dzień drugi to masa zaskoczeń, takich jak np: widok Ostrego z Kochanem w penny markecie wybierającego jogurt. (Przejaw psychofianatyzmu?). Ej no, ale to taki niecodzienny widok, że aż miałam ochotę zbić z nimi 5 i przeprowadzić wywiad. Niestety byłam nieprzygotowana na taka sytuację no! Tym lepiej dla Adama!

A jeśli już o niespodziewanych meetingach, to często można było spotkać Procenta jak gdzieś się szlajał i minąć się z  Ras Lutą. Miłe widoki, nie zaprzeczę :) Jeszcze można dodać o Chadzie, który gdzieś tam na stoisku preorderu przystawał.

Ale i tak nie zapomnę widoku Pezeta po koncercie. Dłuugo po jego koncercie, gdzieś przy stoiskach z niedobrymi langoszami. Bezcenne (!) nic więcej nie napiszę, bo zagrali "Szósty zmysł".




Kolejnym koncertem, na jaki czekałam był Chali 2na. I naprawdę gościu mnie do siebie przekonał. Jego głos i ogólnie flow, i cala sceniczność z jego bratem stworzyła ten koncert chyba najlepszym na kempie. Kawałki dopracowane + kontakt z publiką = doceniony 'Tuńczyk'.



Kolejno jeszcze zagrali Masta Ace & EdO G oraz Boot Camp Clik. Koncerty jakoś mną nie wzruszyły (bo po fenomenalnych Chalim, co by mnie miało zadziwić ;>), ale doczekałam ich końca i niezmiennie kiedy trzeba było, to stawałam na wysokości zadania i był noise! Standardowo.
Niestety nie zdołałam wytrzymać w wypchanym po brzegi hangarze, kiedy 3oda grała oficjalny koncert ani dojść na Returnersów. No szkoda.

 Sobota:
Najpierw koncert Małpy. No dawał radę :) Publiki, wg Miszczaka, nie było jeszcze nigdy tyle na koncercie otwierającym (bo miał grać jako pierwszy już o 15:30 podajże, ale była obsówa). Każdy z ludzi pod sceną, jestem pewna, słyszał "Kilka numerów o czymś" kilkakrotnie. Nie obserwowałam jakoś szczególnie, czy każdy zna tekst, ale to było słychać, że wiedzą czego się spodziewać. Miłe zaskoczenie dla Małpy chyba :)

Foreign Beggars - łohoho, ich chyba nikt tego nie opuścił, a jeśli tak to niech żałuje ostro! Na tym koncercie była taka niewyobrażalna moc, że myślałam, że zginę w tym kotle! Naprawdę masakrycznie dużo energii dali, pogo było wszędzie. Wrażenie zrobili, na wszystkich, aczkolwiek ja wole klasyczny rap i klasyczne bity. Chociaż ich koncertem w Polsce nie pogardzę (jeśli ubezpieczę się w ochraniacze etc.).
 
Koncert Necro to trochę bujania i szukania miejscówki na Reflection Eternal. Udało się przejść do mniej więcej 4 rzędu. Było dobrze, chociaż spodziewałam się większej energii (albo ja już jej nie miałam ;o).

East West Rockers jako koncert niezliczony.



Pełno sympatycznych ludzi z Polski i jakieś pojedyncze sytuacje stworzyły przyjemny, rodzinny klimat . Zero jakichś agresywnych akcji czy niepotrzebnych spin. No nie spotkałam się z tym przynajmniej. Oprócz gościa, który na sam koniec rzucał bumboxem przy wyjściu kończąc to zdaniem: "Po Polsku". Hahaha, ale nawet to miało swój jakiśtam urok. Może już jestem psychofanką (?), ale mimo bolących stóp, zdartego gardła i bolącego karku -WRACAM TAM ZA ROK! 

Official Hip Hop Kemp DVD trailer 2010 (HD)



I jeszcze raaaaaaz... MAKE SOME FUCKING NOOOOISE! Ostatni wieczór na polu namiotowym:  http://www.youtube.com/watch?v=Ai70vCaD0Bg